

W czasach poprzedniej Rzeczypospolitej walczyliśmy ze wszelkimi ograniczeniami, również w zakresie wypowiedzi. Gdy wreszcie wraz z upadkiem "najbardziej sprawiedliwego z systemów" zlikwidowano cenzurę, zaczęliśmy upajać się wolnością słowa.
Nareszcie można powiedzieć WSZYSTKO!
Czy nadal tak sądzimy?
Definicji słowa wolność jest wiele. Pojęcie to rozpatrywane jest w różnych kontekstach. Do tego dochodzi potoczne rozumienie tego słowa.
Niewątpliwie w czasach braku wolności, odgórnego narzucania poglądów pojęcie to rozumieliśmy jako: brak przymusu, sytuację, w której możemy dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji, również brak osobistego zniewolenia i brak ograniczeń ze strony władz ( Wikipedia).
Czy w takim razie wolność jest swobodą robienia wszystkiego, na co ma się ochotę?
A co ze skutkami takich działań?
Czy mamy prawo robić, mówić, co nam się podoba, nie licząc się z konsekwencjami?
A może jednak potrzebne są pewne ograniczenia? Taki rodzaj autocenzury. Jakiś wewnętrzny kodeks, który zabraniałby nam określonych działań.
Pewnie część społeczeństwa nie pozwala sobie na pełną swobodę. Dzieje się to z różnych względów.
Religijnych - każde wyznanie narzuca człowiekowi pewne ograniczenia w imię określonego celu. Chcąc go osiągnąć, trzeba przestrzegać zasad.
Strach - bo wolność może oznaczać samotność, jeżeli rozumiemy ją jako całkowitą swobodę. Gdzie w takiej "filozofii" miejsce dla drugiego człowieka, dla całego społeczeństwa?
Co zrobić z takimi osobami, które nie mają żadnych wewnętrznych hamulców i swoimi słowami, czynami krzywdzą innych lub wręcz działaja na ich szkodę?
Może przywrócić jednak pewien rodzaj cenzury?
W najbliższym czasie możemy się spodziewać, że użycie wulgaryzmu w miejscu publicznym będzie kosztowne. Być może trójmiejscy policjanci wzorem swoich kolegów z Elbląga rozpoczną kampanię: STOP WULGARYZMOM. Prezydenci Gdańska, Gdyni i Sopotu zapowiedzieli rozmowy w tej sprawie z komendantami policji.
Karać za wulgarne słowa w miejscach publicznych pozwala kodeks wykroczeń. Przez lata przepis ten nie był egzekwowany - tak jest również w Trójmieście. Użycie wulgaryzmu kosztuje 50 zł.
Źródlo: Gazeta Wyborcza/Trójmiasto
Czy to już cenzura, czy tylko przestrzeganie prawa i działanie dla dobra społeczeństwa?